„Od
miłości do rozczarowania” – tak powinien nazywać się dzisiejszy wpis. „53 Rocky
Coastline” to niezły gagatek. Każda firma kosmetyczna ma swoje lepsze i gorsze
kosmetyki, to wiadomo... Pierwsze lakiery KOBO, które kupiłam, okazały się strzałem w 10-tkę.
Ta nowość jednak nie przemawia do mnie.
Jeśli
nie wiecie co spowodowało u mnie zachwyt przy pierwszych lakierach, to odsyłam
chociażby do wpisu o „SHANGHAI'U”. Z zapartym tchem wyczekiwałam nowości tego
sezonu. Co by nie przesadzać z zakupami, wzięłam tylko dwa lakiery. Na jesień i
zimę kolorystycznie pasują, ale tak jak w przypadku „NIGHT AND THE CITY” mogę wybaczyć wiele
ze względu na jego urok absolutny, tak tu nie do końca. O co chodzi?
Najlepiej zobrazuje to poniższe zdjęcie:
Nazwa
jest dobrana idealnie! „Skaliste wybrzeże” – piękne ale niewygodne. Taki jest
ten lakier. Jak widzicie, 3-4 warstwy by wyglądał jak należy. Żeby nie było tak
smutno, przedstawię choćby małe plusy. Wygodny pędzelek. Małe smużenie jak na
lakier tego typu. Z danych technicznych; cena: 9,99 (warto czekać na promocje)
* pojemność: 7,5 ml * dostępność: szafy KOBO PROFESSIONAL w Drogeriach Natura.
Dam
mu jeszcze szansę. Spróbuję zestawić go z innym lakierem. Zobaczymy, może coś z
tego będzie… Nastał czas by obejrzeć paznokcie w pełni pomalowane czterema(!)
warstwami.
Jeśli Wasza cierpliwość ma małe granice to się nie polubicie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz